czwartek, 19 marca 2009

Wolność jest darem Boga - prezentuje Maciek

Niniejszym wiec niechaj otworzy się cykl dokumetalny:
Pokazem otwierającym program będzie (cośmy na predce ustalili) dokument Cezarego Ciszewskiego pt. Wolnośc jest darem od Boga.
Wiecej o filmie chetnie powiem przed pokazem, teraz natomiast (zeby nie probowac czegos tam klepac z pamieci) zamieszczam opis, ktory znalazlem na stronie autora:
"Narkotyki wciągają jak bagno - to prawda stara i banalna, a jednak stale ktoś wpada w pułapkę z tą samą naiwną wiarą, że w każdej chwili, jeśli tylko zechce, będzie mógł się z niej wydostać. Wpadł w nią również autor tego filmu. Cezary Ciszewski, rocznik 1970, należał do tych młodych, zdolnych, którym w dodatku dopisuje szczęście. Absolwent geologii UW, od pierwszego roku studiów współpracował z radiem, zdobywając dziennikarskie szlify. Później przez kilka lat przebywał w Holandii jako korespondent. Gdy wrócił w 1996 r., od razu trafił do TVP. Tu robił reportaże interwencyjne, materiały reporterskie do "Kuriera Warszawskiego". Jednocześnie studiował realizację w łódzkiej filmówce i kręcił własne filmy dokumentalne, pisał scenariusze. Został redaktorem naczelnym miesięcznika "Hip-Hop Archiwum", a w regionalnej TVP3 prowadził pierwszy w publicznej telewizji program poświęcony hip-hopowi. Popularność przyniósł mu telewizyjny program "Muzyka łączy pokolenia", którego był pomysłodawcą i współprowadzącym. Był na fali, wszystko mu się udawało. Chciał zrobić coś oryginalnego, odważnego, niecodziennego. Uznał, że taki może być film o warszawskich squattersach - narkomanach. Przystępując do pracy nad "Wolnością...", nie przypuszczał jednak, jakie będą skutki tego kroku. Dziś mówi, że gdyby mógł cofnąć jedną jedyną decyzję w swoim życiu, to ten film by nie powstał. Bo choć od ponad roku "nie bierze", uzależniony od heroiny będzie już do końca życia. Wszystko zaczęło się w starej, na pół zrujnowanej, ale noszącej jeszcze ślady dawnej świetności, kamienicy w centrum Warszawy, przy ul. Foksal 13. Opuszczone mieszkania na trzech jej piętrach podzieliło między siebie kilkudziesięciu punków, narkomanów i ulicznych grajków. Wśród nich byli także bohaterowie tego filmu: Czarek, Eryka, Ola, Młody, Poziomka i inni. Byli, bo wielu z nich odeszło już na zawsze. Chcąc się do nich zbliżyć, lepiej poznać, zobaczyć, jak naprawdę żyją, autor filmu zdecydował się wejść na dłużej w tę mikrospołeczność. Stał się ich częstym gościem, a w końcu jednym z nich. Dzień narkomana dzieli się na "grzanie" i zdobywanie pieniędzy na towar. Ola potrafi zebrać nawet tysiąc złotych, a przeciętna dniówka narkomana to 200-300 zł. Na towar potrzeba przynajmniej stówę. Z czasem coraz więcej. W przerwach się gada, śpi, gapi w telewizor. Kpi się z tych, co gonią za pieniędzmi i karierą, co stali się niewolnikami konsumpcyjnego stylu życia. Tak jakby zniewolenie przez nałóg było wyższą formą istnienia. Lokatorzy Foksal 13 mieli też ambicje artystyczne. Jedni grali na instrumentach, inni malowali, pisali własne wiersze albo przynajmniej czytali cudze. Początkowo widok wbijanej w ciało strzykawki budził odrazę Cezarego, mdlił go. On, który bał się nawet zwykłego pobierania krwi, nie wyobrażał sobie, że mógłby sam w ten sposób brać. Zwłaszcza kiedy patrzył, jak pozbawieni już praktycznie żył młodzi ludzie godzinami szukają na swoim ciele miejsca, gdzie jeszcze mogliby się wkłuć. Widział, jak wstrząsają nimi drgawki i tiki, jak skręcają się z bólu - nerek, kręgosłupa, zębów. Był pewien, że jego to nie dotyczy. Ale gdy wkrótce palenie skrętów przestało mu wystarczać, sięgnął po strzykawkę. Potem za mało było mu już tego, co dostawał od gospodarzy na Foksal, zaczął dokupować dla siebie dodatkowe dawki heroiny. Zrozumiał wtedy, że jego nowi znajomi nie byli jakimś odrębnym gatunkiem. Byli tacy jak on. Resztę zdziałała "hera". Gdy przyszło otrzeźwienie, Cezary załatwił wszystkim z Foksal 13 detoks w Monarze poza kolejką. Przez chwilę uwierzyli, że wyjdą z uzależnienia, poczuli się silni i pewni siebie. Inni, pamiętając kolegów, co przechodzili odtruwanie nawet kilkadziesiąt razy i jak bumerang wracali do "grzania", nie robili sobie większych złudzeń. Wiedzieli, że wrócą do dawnych praktyk. Ćpają, bo lubią, bo muszą, bo chcą. Bo bez tego życie jest "ch...owe". A z tym?"
I to tyle...

4 komentarze:

  1. Film trochę z klasy youtube, amatorski dokument. Niesie ze sobą prawdę zarejestrowanych wyrazów twarzy, słów, miejsc i planów. Jednak „scenarzysta z reżyserem” przez swój stosunek emocjonalny wypaczył wierności, naturalistyczność przekazu. Film zrobiony w klimaciku cyganerii i imprezki. Oczywiście będąc adwokatem diabła sam dodam, że dokument nie musi być wierny … zawsze jest rzeczywistością przedstawioną z perspektywy autora.

    Dla mnie film eksponuje zdarzenie dwóch światów: jupiszonka i ludzi na skraju swojej egzystencji. Mimo akcentowania równości ludzi w zderzeniu z heroina naturalną inność świata Cezarego i reszty jest dla mnie sercem tego filmu. Mam nadzieje, że komuś z nich udało się zwiać ‘harremu’ nieważne, że niektórzy z nich mieli minimalne szanse.

    OdpowiedzUsuń
  2. Isotnie, szanse na wyjscie z nałogu bez wsparcia rodziny są prawie zerowe, nawet gdyby ktoś bardzo chciał zrobić to samemu to po zerwaniu z uzależnieniem nic na niego nie czeka... konika sobię za najniszą pensję nie kupi ;) Czarek nakłaniając na odwyk ludzi ze squat-u opisywał walory dorosłego życia, ale to było zarezerwowane tylko dla ludzi takich jak On! Prawdą jest ze społeczeństwo (sytuacja gospodarcza) nawet dla ludzi 'normalnych' nie proponuje zbyt wiele... podstawą egzystencji jest praca za godziwe pieniądze a gdy tego brak ciężko jest mówić o powrocie do społeczeństwa

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, ze produkcja miała być dekadenckim dziełem, pokazującym splin młodych narkomanów. Nie koniecznie z resztą w negatywnym świetle. Świadczy o tym chociażby tekst o inteligencji bohaterów filmu. Przepraszam ale tylko w przypadku Oli (chyba tak miała na imię) można mówić o jakiś głębszych przeżyciach czy w ogóle życiu emocjonalnym. To, że ktoś brzdąka na gitarze czy rymuje wyniki swoich fantasmogorii, wcale nie oznacza, że jest wyjątkowo wrażliwy czy inteligentny. Może rzeczywiście zanim narkotyki zniszczyły ich system nerwowy (odpowiadający właśnie za uczuciowość i to co ludzie nazywają inteligencją) byli takimi za jakich uważa ich reżyser. Kiedyś moja mama, która jest lekarzem opowiadała mi, że na jednej z sekcji zwłok, trafił się im narkoman. Kiedy otworzyli jego czaszkę, okazało się, że znaczna część jego mózgu była zmieniona fizycznie i wyglądała jak papka. To właśnie niestety nosi w głowach większość bohaterów filmu. Jak by na to nie patrzeć tracą bezpowrotnie pewne przymioty istoty o wyższej inteligencji.
    Poza tym za mało było w tym materiale refleksji. Taka permanentna bibka i obraz prawdziwej przyjaźni, nieskalanej duchem społeczeństwa. Zwróćcie z resztą uwagę jak pokazani w tym filie byli ludzie postronni. W jednej ze scen dziejącej się na klatce schodowej jakiegoś bloku , bohaterzy przeganiani są przej jakiś gości w porościąganych t-shirtach i gaciach. Potem jest jakiś głupi tekst o "monotonii" życia normalnego , szarego człowieka.
    Drażniła mnie trochę zbytnia idealizacja bohaterów. W całym filmie była tylko jedna scena kłótni między nimi. Wątek dziecka narkomańskiej pary był również mało wyeksponowany. Nawet przedstawiono go z happy enedem, bo udało jej się odzyskać małego. Szkoda że reżyser nie zdobył się na całkowite odarcie tematu z relatywizmu. Jeżeli coś jest ewidentnie złe (takie jak rzeczywistość pokazana w filmie) to jakiekolwiek próby wybielania są szkodliwe.W sumie bowiem narkomania oznacza jedno - sprowadzenie swojej egzystencji i potrzeb (zarówno duchowych, jak i fizycznych) do kompletnej zależności od substancji chemicznej. To chyba jedna z najgorszych rzeczy jaka może przydarzyć się człowiekowi. Więc po chorobę młodzi ludzie mają słyszeć, ze narkotyki to ambrozja dla ludzi wrażliwych? Takie uartystycznianie dragów jest z resztą ostatnio modne.
    Kończąc mam tylko nadzieję, że nikt po ewentualnym przeczytaniu mojego posta nie zarzuci mi złych intencji. Nie chcę broń boże nikogo osądzać ani kwestionować jego człowieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. korkociąg de best

    OdpowiedzUsuń